Szukaj
  • panpielegniarkaskl

Pan wie, od kogo ja jestem?

3 w nocy. Do drzwi puka zaaferowanych 2 studenciaków.

Wychodzę zmierzyć temperaturę. Widok tak:

Jeden stoi z zakrwawionymi rękami, a drugi mówi. -No ile można czekać?! (Czekali 2 minuty). Mój kolega ma rany i trzeba to zaopatrzyć.

Ręce ma chłopak umazane zaschniętą krwią. Czyli spokojnie, bo gdyby to była poważna rana, to by się ciagle lało, uciskali by obaj te łapy w panice... luz.

Bez słowa biorę tego jednego do namiotu, a pan kolega- rzecznik pacjenta, ładuje się do środka. A niech się ładuje.

Wypytuje rannego o te wszystkie covidowe fikołki, mierzę temperaturę, wpisuję w kartę.

-a mi pan temperatury nie zmierzy? (Pyta kolega) -nie. -a dlaczego? -bo pan nie wchodzi do środka. -ale my się nie rozumiemy. Pan wie od kogo ja jestem? -może pan być nawet synkiem, od pana ministra. Nie obchodzi mnie to. -mój tata tu pracuje. -cudownie. Nie wejdzie pan do środka. -W takim razie pana nazwisko poproszę. -Mateusz Sieradzan -dobrze. -dobrze.

Ojojojoj!!!! Ale dupka piecze...ojoj. Jak dołujące jest dla dziewiętnastoletniego panicza to brutalne spotkanie z prawdziwym życiem No nic synek nie może poradzić! Cytując Theodena, XVII króla Rohanu: „You have no power here!”

Zabieram pacjenta ze sobą, a tamten jeszcze rzucił: -tylko proszę go szybko zaopatrzyć!

Nic nie odpowiedziałem. Szkoda strzępić ryja na cymbała

Biorę ciężko rannego na triage (wstępne badanie określające priorytet przyjęcia). Umył wcześniej ręce, więc oglądam te straszne rany...a właściwie jedną. Na czubku palca wskazującego. 1cm, jak skaleczenie nożem przy krojeniu pomidora. Jest 3 w nocy. Tak tylko przypominam.

Patrzę na niego: -to wszystko?

Tamten zmieszany, bo już czuje, że cała awantura była o nic.

Odpowiedział (bo dotąd mówił tylko kolega z koneksjami):

-No tylko to...ale wie pan, kolega STUDIUJE MEDYCYNĘ...

(ho ho ho! Proszę, proszę! Studiuje medycynę tak? Ma 19 lat? Poważna sprawa! Czyli jest na pierwszym roku. To znaczy, że żywego pacjenta jeszcze nie widział na oczy. Widział tylko tych chłodniejszych. I to przeważnie w kawałkach. I techniczne rzecz ujmując, to nie byli już pacjenci. Z nich już krew się nie leje. Czyli możemy usprawiedliwić panikę i ten niedostatek wiedzy w zakresie leczenia ran... Ale nie bucostwo. Miałem wśród znajomych normalnych, fajnych studentów medycyny. Nie takie pajace. I oni mówili o sobie tak: jeśli chodzi o wiedzę i traktowanie cię przez wykładowców to wyglada tak: na pierwszym roku, to ty jesteś gówno. Na drugim dopiero jesteś Pan gówno. Na trzecim jesteś student. Zatem widzisz, że do „Pan doktor”, jest długa droga)

-...i powiedział że trzeba do szpitala. Co by pan z tym zrobił? -ja to bym nakleił plaststerek i zapomniał. AAAALE jeśli panu bardzo zależy, to chirurg obejrzy ten palec, zdecyduje czy szyć czy nie... -nie, nie...już dobrze. To niech będzie plasterek...

Wykonano toaletę rany, zabezpieczono uszkodzoną tkankę opatrunkiem odpowiednio dobranym do rozległości obrażeń , wydano zalecenia odnośnie pielęgnacji. Krótko mówiąc udzieliłem porady pielęgniarskiej.

Ponieważ jestem profesjonalistą, więc tak to się nazywa. Gdybyście to samo zrobili sobie sami w domu, to by się nazywało „nakleiłem plasterek”.

Chłopak podpisał kwity, wstał zmieszany: -to wszystko tak? Dziękuje. -proszę, a koledze proszę przekazać, żeby się uczył tej medycyny dalej... Akcja zakończona.

Dostaje szału przy takich sytuacjach. Czasami nie udaje mi się tego ukryć i robi się awantura. Gdy trafiam na osoby, które ze względu na jakieś swoje stanowisko, czy znajomosci, uważają publiczną ochronę zdrowia za swój prywatny folwark. Nie raz słyszałem „Wie pan kim ja jestem? Pana nazwisko poproszę!!! Już pan tu nie pracuje!!!”

Już tyle razy miałem być zwolniony przez pacjenta, czy jego rodzinę. Wylatują ministrowie, dyrektorzy, oddziałowe, ordynatorzy...a ja ciagle mam robotę...Dziwne...

Pacjencie. Jeśli mogę ci coś doradzić jaką wybrać, taktykę w kontaktach z nami (bo rozumiem, że jakąś trzeba mieć), to ta jest najgorsza!!! Serio. Nie będziemy między sobą o tobie mówić „Pan Kowalski”. Będziesz „tym kutasem z czwórki, co ma tatusia w ministerstwie”. Gdy poprosisz o wodę, to wszyscy będą wyjątkowo zajęci ważnymi rzeczami. Nikt się do ciebie nie odezwie, ponad podstawowe komunikaty. Gdy będziesz chciał podładować gdzieś telefon, to dowiesz się, że wszystkie gniazdka są zepsute, albo „tylko do sprzętów medycznych”. Warte to??? Nie lepiej być człowiekiem? Normalnym, wyrozumiałym? Takim pacjentom dawaliśmy własne śniadania gdy byli głodni, telefonicznie rozwiązywaliśmy jakieś ich logistyczne problemy spowodowane tym, że sami trafili do nas.

I pewnie że to działa w obie strony. Medycy też bywają bucami. Ale teraz nie o tym.

Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz. Ci samozwańczy władcy mojego losu myślą, że jak mnie ktoś zwolni, to mnie nauczy, że dostanę za swoje. Tak? Nawet jeśli uda się mnie zwolnić, to naprawdę ktoś myśli, że mi się świat zawali? Pielęgniarzowi z doświadczeniem, specjalizacją ratunkową...do tego facetowi? Przy obecnych brakach kadrowych, w dużym mieście, gdy mnie zwolnią w poniedziałek, to we wtorek już mogę iść na dyżur gdzie indziej. (Wiem że w mniejszych miejscowościach pewnie jest z tym problem)

Dlatego niech mnie zwalniają! Wylecieć z pracy z takiego powodu, to duma! Bo nie dałeś się zeszmacić, a to wszystko jest w interesie bardziej chorych.

Poza tym, ta praca (choć bardzo ją lubię) nie jest sensem mojego życia.

Od biedy nawet mogę pracować w Biedrze. Tam też są kolejki, też się ludzie awanturują, kasa podobna, ciągły ruch...coś czuje że byłbym dobry w te klocki

Także podsumowując: jeśli chcesz człowieku powoływać się na wpływy, przychodząc do nas, to przemyśl to dwa razy i nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz .

598 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Sylwester

Są na świecie rzeczy, które są stałe. Po nocy - dzień, po zimie - wiosna, po rozerwanej rzepce z hajsem w familiadzie - pomacha ci rodzina z lewej, rodzina z prawej i dopiero wtedy wyskoczy Karol. Ta

☎️ Halo, słucham?

*** -Szpitalny oddział ratunkowy, słucham. -halo?... czy to przychodnia świętej Elżbiety? -nie proszę pani. To szpitalny oddział ratunkowy, dodzwoniła się pani na numer zarezerwowany tylko dla połącze